Home » Zbigniew Seifert in Memoriam Berlin - Polska Prezydencja

Zbigniew Seifert in Memoriam Berlin - Polska Prezydencja

Opublikowany: 2011-08-29 16:34:00

Czas trwania projektu: 26 listopada 2011 r., Berlin


26 listopada 2011 r. o godz. 20.00 odbył się koncert poświęcony polskiemu genialnemu skrzypkowi, saksofoniście i kompozytorowi.

 

Koncert organizowany był w ramach Polskiej Prezydencji - KALENDARZ KULTURALNY PREZYDENCJI

 

 

Wystąpili:

 

Mateusz Smoczyński – vn www.smoczynski.pl

Ack van Rooyen – tr http://www.ackvanrooyen.com/

Richie Beirach – p http://www.richiebeirach.com/

Glen Moore – b http://www.oregonband.com/

Janusz Stefański – dr 

 

ATOM STRING QUARTET www.atomstringquartet.com w składzie:

Dawid Lubowicz - vn

Mateusz Smoczyński - vn

Michał Zaborski - vl

Krzysztof Lenczowski - vc


Miejsce koncertu: Instytut Francuski, Kurfürstendamm 211, Berlin

Mapa

 

Informacje o biletach: http://www.jazzwerkstatt.eu/

 

Artyści o Zbigniewie Seifercie: 

 

Prof. Richie Beirach:

Zbiggy był urodzonym w Polsce aniołem, który wybrał skrzypce jako wyraz inspiracji i wyrażania pasji życia we wszystkich jej różnorakich, wspaniałych przejawach. Wszystko to było zawarte w brzmieniu, które wydobywał. Wystarczyło, że zagrał jeden dźwięk, by słuchacze usłyszeli, odczuli siłę i głębię jego serca, „człowieczeństwo” jego muzyki i czystą radość, którą sprawiało mu improwizowanie solo lub z zespołem. Byłem szczęściarzem mogąc go poznać i z nim grać. Razem z Agnieszką odwiedzali mnie w Nowym Jorku, bawili się, śmiali i grali. Lubił wykonywać moje utwory, na przykład Zal (skomponowany specjalnie dla niego), Leaving, Elm, Broken wing czy Pearl. A potem kiedy zachorował, chciał przed śmiercią nagrać jeszcze jedną płytę. Tak powstał album „Passion” nagrany z orkiestrą smyczkową i zespołem jazzowym, w którego skład weszli Zbiggy, Eddie Gomez (gitara basowa) Jack DeJohnette (perkusja), John Scofield (gitara), Nana (instrumenty perkusyjne) i ja (fortepian). Zbiggy zaaranżował utwory w taki sposób, by ujednolicić brzmienie obu zespołów. Był już wtedy bardzo chory i słaby, ale grał jak anioł, od którego biła nadludzka, nieziemska, spływająca z niebios siła. Spośród wszystkich płyt, jakie słyszałem i nagrałem, ten album jest moim ulubionym. Zbiggy nie był bardzo popularny, ale ci, którzy go znali, doskonale wiedzieli, że to właśnie on wyznaczył kierunek współczesnej wiolinistyce po epoce Coltrane’a.

Z wyrazami miłości, radości i pamięci.

 

Dave Liebman:

Mój przyjaciel Richie Beirach znał Zbiggy’ego osobiście, co sprawia, że jego komentarze są tak poruszające. Z czysto muzycznego punktu widzenia mogę dodać, że jego solowa płyta jest jednym z najbardziej znaczących dzieł naszych czasów. Każdy muzyk chcący zawodowo wykonywać jazz na skrzypcach powinien tej płyty posłuchać. Zbiggy przeniósł skrzypce do uniwersalnego, duchowego świata, czyniąc Johna Coltrane’a swoim mistrzem. To nagranie upewnia nas w przekonaniu, że muzyka Seiferta pozostanie z nami na zawsze.

 

Ack van Rooyen:

Chociaż minęło już tyle lat od śmierci Zbiggy’ego, wspomnienie o nim wciąż pozostaje żywe. W tamtych czasach skrzypce były rzadko wykorzystywane w tym gatunku muzyki, ale on wyprzedzał sobie współczesnych. Teraz rozumiem jego muzykę lepiej, niż kiedyś. Był pionierem.

 

Glen Moore:

Po raz pierwszy usłyszałem Zbiggiego na kasecie Jeremego Steiga, nagranej w Berlinie w 1969 r. Grał solo w utworze Autumn Leaves. W pierwszym momencie myślałem, że to gra kwartet smyczkowy.

Potem usłyszałem go podczas koncertu w Avignonie z Toto Blanc w 1976 r. Paul McCandless i ja spotkaliśmy się z nim następnego dnia i Paul ze Zbiggym byli tak wspaniałą dla siebie inspiracją, że zaprosiliśmy Zbiggiego do przyjazdu do Stanów Zjednoczonych aby nagrać płytę „Violin” z grupą Oregon. W moim utworze „Flażolet” miał tak zaawansowane sugestie dotyczące improwizacji, że zrozumienie ich zajęło mi parę lat. To jest nadal najlepszy album Oregonu, który zawiera tę 15-minutową improwizację.

Zbiggy przesłał mi swoje nagrania „Man of the Light”, które zagrałem Bennemu Wallace’owi. Benny uwielbiał to nagranie, ponieważ Zbiggy grał na saksofonie i był w stanie zagrać większość zagrywek Coltrane’a na skrzypcach.

Kiedy pojawiła się możliwość nagrania dla Electry/Aslyum, zaprosiłem Zbigniewa i Davida Darlinga, a także Jana Hammera do stworzenia super grupy. Zbigniew dyrygował wszystkimi utworami (improwizowanymi i zaaranżowanymi), na których grał, pociągając nas na nowe poziomy naszych możliwości.

Był jednym z najbardziej inspirujących i kreatywnych osób, z którymi miałem okazję grać.

 

Prof. Janusz Stefański:

Kim był dla mnie Zbyszek?

Genialnym muzykiem!

Wspaniałym przyjacielem!

Zbyszka poznałem w Liceum Muzycznym w Krakowie w roku 1962. Jesteśmy rówieśnikami. Zbyszek urodził sie 7-go a ja 14-go czerwca 1946 roku. On był w klasie trzeciej a ja w drugiej ... (bo raz siadłem w ogólniaku). W nowej szkole, zacząłem sie rozglądać i szukać ludzi, z którymi mógłbym sie zaprzyjaźnić i tak znalazłem Zbyszka. On grał na skrzypcach a ja startowałem na perkusji. Obydwaj marzyliśmy o tym by oprócz muzyki klasycznej zacząć grac jazz. Zbyszek zaczął z pasją ćwiczyć na saksofonie altowym (bo wtedy jeszcze nie byl przekonany, ze potrafi grac jazz na skrzypcach).

Kiedy powstała klasa jazzu, której założycielami byli Alojzy Thomys i Janusz Mroczek, zapisało sie do niej kilku uczniów m.in.: Zbyszek, Jan Jarczyk, Jan Gonciarczyk i ja. Tak powstał Kwartet Zbyszka Seiferta. Po lekcjach w Liceum chodziliśmy do krakowskiego jazz-klubu "Helikon, by sobie pograć i poznać środowisko jazzowe Krakowa.

 Nasza przyjaźń rozwijała się na dwóch płaszczyznach: muzycznej i prywatnej.

To nie przypadek zdecydował, że  właśnie Zbyszek założył kwartet. Posiadał on olbrzymią potencję, oraz intuicję muzyczną.

Od początku wiedział w jakim kierunku i na terenie jakiej estetyki chce sie poruszać. John Coltrane był dla niego Bogiem...

Kiedy ćwiczył na saksofonie był tak skupiony, ze gdyby nawet helikopter wleciał do jego mieszkania nie przestałby grać. Podziwiałem jego podejście do saksofonu altowego. Grał na tym instrumencie bardzo awangardowo, ostro, gęsto a jego frazy muzyczne były pokręcone jak liny powiązane w potężne węzły. W jego głowie powstawały niesamowite dźwięki, które wyrzucał z siebie z dużą szybkością, tak jakby czul, ze ma mało czasu....

Grał z ogromną ekspresją i tak długo, dopóki nie doprowadził improwizacji do szczytu swoich możliwości.

Jego gra niezwykle mnie inspirowała i pozwalała na odważne rozwijanie mojej własnej koncepcji gry na bębnach.

Po kilku latach gry na saksofonie wrócił do skrzypiec (w Kwintecie Tomasza Stańki). Ta decyzja miała kolosalny wpływ na dalszy rozwój jego kariery.

Nikt, ze znanych mi skrzypków na świecie nie grał tak jak Zbyszek. On grał saksofonowe frazy na skrzypcach, co było jak sam mówił potwornie trudne technicznie. Czasem myślałem, ze sobie połamie palce, a skrzypce zapłoną ogniem. Swoim dramatycznym, ale i ciepłym dźwiękiem, piękną melodyka i harmonią wciskał ludzi w krzesła i zmuszał do udziału w jego muzycznej podróży.

Zbyszek posiadał ogromną głębię duchową, był lirykiem i równocześnie twórcą dramatów, człowiekiem o wybitnej inteligencji i wspaniałym poczuciu humoru.

Jego fascynująca osobowość przyciągała mnie coraz mocniej i tak powstała nasza wzajemna przyjaźń.

Lubiliśmy spędzać wspólnie wolny czas, chodzić po górach, spać na sianie, rozmawiać o kobietach… popić, popalić...

W trakcie naszych podróży po Europie był moja prawą ręką. Ja umiałem prowadzić samochód, a Zbyszek czytać mapy.

Lubiliśmy rozmawiać o życiu, które nas otaczało po obu stronach granicy, o  naszych rodzinach, szczęściu i nieszczęściu, nadziejach i rozczarowaniach.

Porównywaliśmy nasze wizje dotyczące przyszłości... no i graliśmy razem tak długo jak to było możliwe.

Wybuch jego ciężkiej choroby był dla mnie szokiem, a w dwa lata później musiałem go pożegnać na zawsze.

Muzyka Zbyszka pozostała i jest źródłem inspiracji dla wielu muzyków na całym świecie.

 

Mateusz Smoczyński:

Początkowo Zbigniew Seifert był dla mnie przede wszystkim artystą, który przełożył język i styl Johna Coltrane’a na skrzypce. To dzięki niemu polubiłem jazz wykonywany na skrzypcach i sam zacząłem improwizować. Później, poznając dokładniej jego nagrania, dostrzegłem, że wypracował on swój zupełnie własny styl, którego korzenie sięgają nie tylko do dokonań Johna Coltrane’a, ale również polskiej muzyki ludowej i poważnej (m.in. Karola Szymanowskiego). Teraz i ja próbuję wypracować swój język muzyczny oparty na mocnych fundamentach moich idoli, pozostawiając na zawsze w sercu muzykę Zbigniewa Seiferta – jednego z największych artystów.

 

W prasie:

Gazeta Wyborcza Muzyczny hołd dla polskiego jazzmana w Berlinie

Gazeta Wyborcza Jazzowy hołd w Berlinie

Zbigniew Seifert in Memoriam jazzforum.com.pl

www.allaboutjazz.com

 

Organizatorzy koncertu:

                            

 

Partnerzy projektu:

 

                

 Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 

Projekt realizowany jest w ramach Polskiej Prezydencji w Radzie UE.

                

 

 


Patroni medialni:

 

Zapowiedź wydarzenia w "Jazz Forum" http://jazzforum.com.pl/news.php?action=show&id=1777

 

Materiały promocyjne:

plakat

ulotka

program koncertowy w języku niemieckim